środa, 17 marca 2010
Samotność w świecie kapitalizmu cz. II
Część II
3. Miejsce człowieka w społeczeństwie - relacje międzyludzkie
Spróbuję więc powiedzieć o tym, dla czego jesteśmy tacy smutni, dla czego nasze relacje z innymi ludźmi ulegają pogorszeniu, dla czego my sami, czujemy się bardzo często źle.
Wynika to w prosty sposób z tego, co opisałem w części pierwszej. Mechanizm jest bardzo prosty. Media jako narzędzie kapitalistycznego systemu, przekazują nam pewną treść, od której podświadomie się uzależniamy. Poprzez mniej lub bardziej jawne przesłania typu: musisz chceć tego czy tamtego, by czuć się dobrze, czuć się wartościowym człowiekiem i być podziwianym przez innych, wytwarza się w nas głód, pewną niespełnioną obietnice, do której staramy się dążyć za wszelką cenę, ale ten głód jest nieustannie podtrzymywany. Przykładowo, jakaś dziewczyna, dochodzi do wniosku, że chce mieć przystojnego, atrakcyjnego mężczyznę, który będzie miał wyższe wykształcenie, ładny dom, samochód i ładne ubrania. Ma pewną wizję, która nie bierze się znikąd, ale jest propagowana na różne sposoby poprzez media. Zatem wytwarza się w niej pewna idealna wizja, do której postanawia dążyć. Ucieleśnieniem jej pragnień, jest taki właśnie wymarzony model i gdyby tylko istniałtaki sklep, to pewnie poszła by tam i sobie go kupiła. Działa to też oczywiście w drugą stronę, mężczyźni będąc pod wpływem pewnych bodźców, również szukają idealnej partnerki. Najczęściej jednak są to zupełnie powierzchowne cechy, do których przywiązujemy ogromną wagę, ponieważ tak przedtawione to jest też i w telewizji. A koleżanka jedna do drugiej powie: "patrz jakie piękne ciuchy, jak on/ona ślicznie wygląda, och, mieć takiego faceta, wszystkie by mi zazdrościły". Wytwarza się zatem pewna potrzeba, która często może być spełniona, bo wielu facetów, będąc świadomymi, jak kobiety myślą, ulegnie temu mechanizmowi popyt-podaż. Wszystko by się zgadzało, poza jednym, że ani on ani ona, nie zadali sobie pytania, ale co to jest za osoba? Jaka ta osoba jest na co dzień, czy potrafi być szczera, czy jest uczciwa, uczuciowa, potrafi zrobić coś dla mnie, czy stać ją/jego na empatię i wsparcie w trudnych chwilach? Te myśli, te pytania, paradoksalnie spychane są na drugi plan, powiedzieć można by, że są nieistotne na początku. I w ten sposób, w tym przykładzie, stajemy się ofiarą złudnego systemu, który nie propaguje tego co ludzkie, ale jest nastawiony na konsumpcje. Więc kiedy już poznamy te, piękne i majętne osoby sukcesu, przychodzi czas na wspólne życie i dochodzi do tragedii. W apartamentach wyposażonych w modne meble z Ikei, z pięknymi karierami i dwoma samochodami na parkingu i z wielkim telewizorem na ścianie w salonie, młodzi ludzie, postanawiają wieść wspólne życie...
Okazuje się, że nie mają czasu dla siebie, że wszystko co ich łączy, to tylko wspólne wydatki i nowe sprzęty, jakie jeszcze mogą zakupić do domu. Mijają się ciągle, bo pracują na różne zmiany, w weekendy delegacje albo korporacyjne imprezy firmowe. Życie toczy się w przyspieszonym tempie, rodzice zadowoleni ze swoich dzieci, że im się dobrze powodzi. Znajomi zazdroszczą, fałszywie przejawiają wielki szacunek i podziw na każdym kroku. Żadne z nich, nawet nie ma czasu na chwilę refleksji, czasu dla siebie i dla swoich bliskich. Ważniejsze jest to, żeby mieć jeszcze więcej, a jeśli nie, to żeby chociaż utrzymać swoją pozycję, żeby czasem nie stracić tego, co już jest. Po decyzji wspólnego zamieszkania i po paru wcześniejszych latach fascynacji i wspólnego dążenia do dobrobytu, nagle coś zaczyna się psuć. Ona lub on, pierwszy raz zdradzają się na delegacji, bo nie mogą wytrzymać ciągłego braku tej drugiej osoby. Po tym zaczynają sobie uświadamiać, że nic ich już nie łączy, że oddalili się od siebie bardzo. Wszystko co jest wspólne, to jedynie mieszkanie, które teraz wydaje się puste i aż nieznośne, kiedy ta druga osoba też w nim jest. Dochodzi do awantur, jedna strona nie rozumie drugiej, trzeba się rozwieść. Na tym tragedia się nie kończy, bo aby odreagować jakoś te wszystkie stresy, wzorem z telewizji, decydują się na regularny seks bez zobowiązań z innymi parami, ostre imprezy i robią wszystko, żeby czasem nie okazać słabości, żeby zagłuszyć rodzącą się samotność i smutek. Oczywiście, od każdej potencjalnej osoby, która próbuje się zbliżyć emocjonalnie, uciekają, tłumacząc, że chcą być wolni/wolne, bo tak jest lepiej i wygodniej. Często pojawia się chwilowa refleksja i stwierdzenie: bo ja już nikomu nie zaufam, bo kiedyś było źle i nie chcę przez to drugi raz przechodzić.
Może historia prosta, może trochę przerysowana ale bardzo często tak się dzieje. Stajemy się co raz bardziej nieufni, bo co raz częściej społeczeństwo i styl życia wymusza na nas to, żebyśmy rezygnowali, ze swoich ludzkich potrzeb. Nie ma czasu na bliskość, nie ma czasu na uczucia i rozmowy z drugą osobą. Wydaje nam się, że musimy żyć dla tych wyższych celów z reklam i z telewizji, a drugi człowiek nie jest już partnerem, przyjacielem, kimś bliskim, ale staje się narzędziem, dzięki któremu albo realizujemy cele zawodowe, albo dzięki któremu możemy zaspokoić swoją próżność, traktując go jak zabawkę, czy gadżet, podobny do tego z półki sklepowej. Mało kogo wpuszczamy do swojego życia, nie mamy czasu na rozwijanie nowych przyjaźni, nie mówiąc już o związku. Przecież po co angażować się w coś, kiedy druga osoba będzie chciała spędzać z nami czas, będzie przeszkadzać w karierze, w przyjemności zmieniania sobie co chwilę partnera seksualnego. Chcemy być piękni, niezależni i błyszczący w towarzystwie. Chcemy by wciąż nas podziwiano, byśmy mogli na każdym kroku zdobywać więcej i więcej, bez żadnych ograniczeń. Ulegamy w ten sposób iluzji, bo na naszej wadze życia, kładziemy zbyt dużo na jedną szalę. Nie wiedząc kiedy, budzimy się z poczuciem, że wszystko przegraliśmy, że to nas przerosło i zniszczyło nam życie.
4. Samotność
Przychodzi, moment kiedy z całego wiru otaczającego nas życia, wyrywa nas najgorsze z możliwych w ludzkim życiu uczucie: Samotność. Część osób, przez swoją ignorancję i głupotę na to poczucie zasługuje. Po rozstaniu ze swoim partnerem, kiedy cały czas ulegaliśmy bezkrytycznie iluzji, dbając o to, żeby mieć i się pokazać, zaczyna nam czegoś brakować. Brakuje ciepła, zrozumienia ze strony drugiej osoby. Chce nam się płakać po kątach, przechodzi nam ochota na wielką karierę i co raz częściej odzywają się ludzkie emocje i potrzeby. Wyłączamy telewizor, w zupełnej ciszy, zastanawiamy się nad dotychczasowym życiem i wychodzi na to, że coś przegapiliśmy, że sprzedaliśmy siebie dla błyszczącego kamyczka, który teraz leży zakurzony na półce i żałośnie z nas drwi, że kiedyś poświęciliśmy mu całą uwagę i całą swoją energię. Straciliśmy najpiękniejsze lata swego życia z nieodpowiednim partnerem, straciliśmy najlepszych przyjaciół. Mamy już swoje lata i oprócz dachu nad głową i garstki luksusów, której z nikim dzielić nie możemy, zastanawiamy się, po co to wszystko nam było potrzebne... Postanawiamy więc iść gdzieś, poznać kogoś, porozmawiać szczerze, otworzyć się na drugiego człowieka, wychodzimy, ale wokół nas, są tylko tacy ludzie, jakimi sami byliśmy jeszcze niedawno. Zaczyna nas uderzać błyszcząca poza każdego do okoła, obłuda, iluzja, głupota. Zaczynamy czuć, że nikt nas już nie zrozumie, że ciężko zacząć żyć od nowa. Kolejni partnerzy, również niemile doświadczeni przez życie, zamiast coś zrozumieć, stosują te same sztuczki i taktyki co inni. Kończy się w łóżku, ale czujemy, że to nie jest to. Osoby które są miłe i szczere, są w szczęśliwych związkach już od dawna, bo umieli wyważyć z mądrością swoje życie. Więc nie ma czego już szukać, należy pogodzić się z samotnością, która tak nagle nas zastała. Za ten cały czas, kiedy byliśmy ślepi na własne życzenie, teraz przychodzi odbyć karę, pogrążyć się w smutku i tylko wierzyć, że znajdzie się wreszcie osoba, której też otwarły się oczy.
Oby tylko jak najwięcej osób mogło się obudzić, bo to jest pierwszy krok do tego, by stać się wolnym. Jest to bardzo trudne doświadczenie, niczym odwyk od uzależnienia. Towarzyszy temu poczucie odrzucenia, nieprzystawania do społeczeństwa, poczucie, że jest się gdzieś poza, wypchniętym na margines. Bardzo trudno stawić temu czoła. Chcemy wrócić do świata iluzji, ale już wiemy, że to była iluzja i że tam już ukojenia nie można szukać drugi raz. Zostajemy ze wszystkim sami, ale tym razem już świadomi, że ktoś nas oszukał i dokonał zamachu na nasze człowieczeństwo, nasze najgłębsze i prawdziwe potrzeby. Jedyne co możemy zrobić, to spróbować jakoś powiedzieć o tym, otwierać oczy innym ludziom, nie pozwolić im żyć, napędzanymi przez iluzje i złudne cele. Jednak większość zaśmieje ci się szyderczo w twarz, jak ten zakurzony błyszczący kamyczek na półce, którym już nie chcesz się już interesować, którego nie szanujesz i nie pragniesz. I cieszy ta myśl, że możesz być wreszcie sobą, prawdziwie kochać, współczuć i rozumieć swoje własne potrzeby.
Epilog
Historie które tu opisałem, nie są moim bezpośrednim doświadczeniem, mają bardziej charakter metaforyczny i są zmyślone. Jednak poznałem w życiu wiele osób i wciąż obserwuję podobne ogólne scenariusze. Poznałem wiele smutnych i samotnych osób, poznaję ich co raz więcej, podobnie jak słyszę z ich ust te same słowa i te same sposoby na bronienie się, usilne trwanie w czymś, co sprawia im krzywdę. Kiedy próbuje się im coś wytłumaczyć, wydaje się im, że chce im się coś zabrać, że się ich atakuje. Mimo że czują się bardzo nieszczęśliwi, tracą kontakt z sobą, robią wszystko, żeby przed samymi sobą udowodnić, że tak jest lepiej, jak słabi, uzależnieni i zniszczeni ludzie. To smutna wizja jaką tu nakreśliłem, jednak popatrzmy na najbliższych nam ludzi, na siebie samych, na naszych partnerów i zastanówmy się, dla czego nie potrafią się uśmiechać, być szczęśliwi, czuć się kochani i rozumiani? Dla czego odpychają tych, którzy chcą ich rozumieć i być blisko? Moja odpowiedź jest jedna: Ponieważ za bardzo dali się ponieść tej niebezpiecznej iluzji, jaką jest korporacyjny kapitalizm, system który spycha ludzkie uczucia i pragnienia na dalszy plan a nastawiony jest jedynie na eksploatację człowieka, poprzez żerowanie na jego naiwności, wykorzystujący jego słabości, depczący specjalnie to co prawdziwe i ludzkie, by osiągnąć tylko swój cel. Kto za tym stoi? Najczęściej my sami, pozwalamy sobie na to, wyzyskujemy słabszych, lub tych którzy są bardziej podatni. Jako szefowie korporacji, czy większych firm, robimy wszystko, żeby kogoś naciągnąć, zmusić do podpisania kolejnej umowy, która niczym kajdany, nie pozwoli nam na normalne życie. Podatki, pożyczki, kredyty, zakupy, reklamy, wszystko jest tak ułożone, żebyśmy tylko nie myśleli samodzielnie, żebyśmy musieli tylko podążać za iluzją, do najpóźniejszych lat naszego życia. To tylko od nas zależy, czy pozostaniemy ludźmi i będziemy umieli właściwie czerpać z dobrodziejstw tego a nie innego systemu, czy staniemy się bezkrytycznie jego niewolnikami, sprzedamy swoje życie, prywatność intymność, miłość, dla garstki nic nieznaczących rzeczy, które z nami ani nie porozmawiają, ani nie przytulą ani nas nie zrozumieją, kiedy będziemy w potrzebie. Niektórych rzeczy kupić się nie da, a jeśli ktoś nam wmawia, że wcale nie powinniśmy chcieć tego co wartościowe w naszym życiu, ale powinniśmy chcieć nowy produkt X, powinniśmy się umieć skutecznie przeciw temu bronić. Powinniśmy dbać o nasze przyjaźnie, naszych partnerów o naszą bliskość, czas dla dzieci, dla najbliższej rodziny. Powinniśmy czasem wyłączyć telewizor, zrezygnować z nadgodzin w pracy z zakupu kolejnego gadżetu, który do niczego nam się nie przyda. Powinniśmy czytać książki, oglądać dobre filmy, spędzać czas z ukochaną osobą, rozmawiać o czymś innym, niż tylko o pieniądzach i pracy. A przede wszystkim, chyba na nowo nauczyć się szacunku i empatii wobec drugiego człowieka, który tak samo jak my, został rzucony na tory tego świata, kraju i społeczeństwa w którym żyjemy. Każde z nas cierpi na swój sposób, doznaje niepowodzeń, rozczarowań uczuciowych czy ogólnie życiowych. Jeśli wszyscy zamkniemy się w swoim świecie, nieufni, zawistni i fałszywi, kiedyś przyjdzie czas, że łatwo będzie nami zawładnąć, że nie będziemy umieli się zjednoczyć w trudnych momentach, stawiać temu czoła. Okaże się, że ludzkie uczucia, będą niczym mity greckie, zapomniane i włożone między bajki, a my nie wiedząc kiedy, staniemy się smutnymi bezwolnymi istotkami, pracującymi dla garstki cwaniaków na szczycie, którzy ciągle z ekranów telewizyjnych będą nam obiecywać raj, jeśli tylko będziemy jeszcze więcej dla nich pracować i używać ich produktów.
Samotność w świecie kapitalizmu cz. I
Część I
1. Kapitalizm - droga do wolności
Świat ulega nieustannym przemianom, zarówno historycznym, kulturowym, jak i socjologicznym oraz światopoglądowym. Właściwie nie ma w tym nic odkrywczego, bunt przeciw naturalnym zmianom, nie mógł by przynieść żadnego skutku. Jednak istnieje taka forma buntu, na którą zawsze powinno nas być stać, by świat dzięki nam, mógł ewoluować w dobrym kierunku.
Jeden system polityczno-społeczny, przechodzi w inny, zmieniają się koncepcje i rola jednostki w jego obrębie. W naszym kraju, proces przemiany z systemu socjalistycznego, komunistycznego w demokrację i kapitalizm, rozpoczął się w latach 80tych ubiegłego już wieku, jednak nabrał prawdziwej prędkości dopiero w latach 90tych. Miałem tą okazję, by być świadkiem pewnych przemian, by móc zaobserwować te zmiany, na różnym gruncie i w różnych aspektach. Co zatem przyniosła nam ta zmiana? Czy proces możemy uznać za zakończony? Czy czujemy się obecnie szczęśliwymi, wolnymi ludźmi, żyjąc w kraju, o który walczyli nasi dziadkowie i pradziadkowie?
Być może wielu z was odpowie twierdząco, jednak ja nie był bym w tym wypadku zbyt wielkim optymistą. Co zatem przeniosła nam ta wieloletnia przemiana? Mamy dostęp do praktycznie wszelkich możliwych usług, znieśliśmy krajowe monopole, na rzecz wolnego handlu i przedsiębiorczości. Wszystko, czego byśmy nie zapragnęli, możemy osiągnąć, poprzez naukę, pracę, aktywność zawodową i karierę. Większość z nas, ma marzenia, które wykraczają już poza jedynie zakup malucha czy poloneza i możliwość zakupu świerzej kiełbasy na kartki u pani w sklepie mięsnym. Możliwości są zatem teoretycznie nieograniczone. Możemy podróżować bez przeszkód w wiele miejsc na całym świecie, poznawać lokalne kultury, uczyć się obcych języków. Mamy dostęp do prężnie wciąż rozwijających się nowych technologii. Mamy nieograniczony dostęp do wiedzy, która dawniej była jedynie przeznaczona nielicznym. Wydawać by się mogło, że żyjemy wreszcie w świecie wolnym i idealnym, świecie którego zawsze pragnęliśmy, wspominając jeszcze niedawne wojny, okupację i wpływy komunistyczne. Istotną sprawą, którą tu należy podkreślić, jest wolność słowa, wypowiedzi, dostęp do wszelkich publikacji i możliwość publikowania. Zatem większość z nas, teoretycznie powinna być szczęśliwa, powinien emanować z nas optymizm, chęć do życia w poczuciu bezpieczeństwa, dobrobytu i wielkich możliwości.
Niestety dzieje się tak, że jest zupełnie inaczej. Właściwie mało jest osób szczęśliwych, spełnionych i zadowolonych. Nie raz patrzę na twarze ludzi w autobusach, czy w tramwajach. Widać ich zmęczenie i przybicie codziennym dniem. Nikt nie zdobędzie się już nawet na uśmiech, serdeczność, zainteresowanie drugą osobą. Chyba tylko jeszcze starsi ludzie pamiętają o tym, by się uśmiechnąć, zagadnąć współpasażera, podać pomocną dłoń niedołężnej czy słabszej osobie. Ale to tylko czubek góry lodowej, bowiem im bardziej przyjżymy się życiu i mentalności współczesnego Polaka, odkryjemy nie raz smutną prawdę o naszym życiu, przekonaniach i o sposobie na egzystencję.
2. Media a kształtowanie idealnej jednostki
Zawsze było tak, że społeczeństwo kształtowało i definiowało normy, którym jednostka, by zostać uznana za wartościową i społeczną, musiała się bezkrytycznie poddać. Wszelkie odstępstwa były zawsze piętnowane, oceniane jako bunt, nieprzystosowanie, słabość lub choroba psychiczna. Największą siłę w kreowaniu norm, mają obecnie szeroko pojęte media. Są one w dzisiejszych czasach wszechobecne, pod postacią telewizji, radia, reklam wielkoformatowych, przybierają postać wielu wymyślnych form. Wszystko to, oczywiście rozwinęło się, dzięki wolności jaką dostaliśmy, wraz z nastaniem ery kapitalizmu i demokracji. Gdyby nie reklama, gdyby nie atrakcyjne reportaże, rozmowy ze sławnymi ludźmi, seriale, ulubione postacie z filmów, muzyka i cała otoczka związana z jej twórcami, niewiele wiedzieli byśmy o tym, jak należy żyć, co to znaczy, że coś jest dobre a coś jest złe, czego powinniśmy pragnąć, komu czegoś zazdrościć lub nie... Nawet gdybyśmy chcieli te wpływy zignorować, reszta społeczeństwa i tak nam to narzuci, więc siłą rzeczy i tak będziemy zmuszeni, by zapoznac się z aktualną modą na życie. Problem polega na tym, że obecnie ciężko się uchronić przed treściami, których nawet nie raz nie chcieli byśmy poznawać. Co to dokładnie oznacza? Otóż jeśli nie będziemy pamiętać o pewnych fundamentach naszego istnienia i pozwolimy sobie na całkowite podłączenie się do czyjegoś punktu widzenia w tej kwestii, zostaniemy zmanipulowani do tego stopnia, że przestaniemy pamiętać o najprostszych potrzebach, takich właśnie fundamentalnych i najważniejszych. Przez to, zostaną one wyparte całkowicie z naszej codziennej kultury i najogólniej mówiąc z życia w naszym społeczeństwie. Mało kto, zdaje sobe sprawę, jak wielu negatywnym wpływom może ulegać, przy czym będzie się to działo niejako przy akceptacji całych grup społecznych, w poczuciu pozornego spełnienia.
Przychodzimy po pracy do domu; pierwsze co robimy, dla relaksu i odprężenia, włączamy telewizor. Normalna sprawa, by dowiedzieć się, co ciekawego dzieje się w świecie, by zobaczyć ciekawy film lub program rozrywkowy. Co jakiś czas, obejrzymy parę reklam, chcąc nie chcąc, ale czekając cierpliwie na dalszy ciąg programu. Po reklamie, debata, że warto być homoseksualistą i zachęcać do tego nasze dzieci, po czym po kolejnej przerwie na reklamy, gwiazdy tańczą na lodzie albo śpiewają, przy wtórze błyskotliwego jurry. Nie chemy tego oglądać, ale w końcu nie pozostaje nam nic innego. Następnego dnia w pracy, koleżanki dyskutują o niezwykłych występach w wyżej wymienionym programie, zachwalając lub dyskredytując uroki jednego z uczestników. Mało cię to obchodzi, ale żeby wyrobić sobie zdanie, następnego dnia znów włączasz telewizor, żeby nie wyjść na ignoranta, czy milczącego dziwaka. W przerwie reklamy, ale zaczynasz czuć, że ci się to podoba. Potem przychodzi czas, że wszyscy mówią o jakimś niesamowitym serialu, niezbyt cię on początkowo interesuje, ale skoro akurat wieczorem to emitują, zasiadasz wygodnie w fotelu i po szybkich wiadomościach ze świata, krótkiej 10 minutowej reklamie, oglądasz ulubiony serial, komentując poczynania głównego bohatera, następnego dnia w pracy. Przez cały ten czas, nie zwracasz uwagi na to, że przemycane są w ten sposób różnego rodzaju treści. Dotyczą one nie tylko jakiś zabawnych sytuacji, czy niezwykłych perypetii głównych bohaterów. Otóż, przyjmujesz jednocześnie za interesujący i godny naśladowania sposób bycia, sposób ubierania się, rozwiązywania pewnych problemów, identyczny z tym, jaki obserwujesz w telewizji. Nie było by to niebezpieczne o tyle, gdyby te treści niosły z sobą pewną wartość, przydatną w codziennym życiu.
Uświadomić sobie trzeba w tym miejscu, że po to, by kapitalistyczny system mógł się rozwijać, musi być czymś napędzany. Jest on napędzany naszymi pragnieniami, chęcią kupowania nowych i wymyślnych rzeczy, urządzeń czy usług. Gdyby nie nasze marzenia, nie mieli byśmy pewnych potrzeb, nie dążyli byśmy do ich zaspokajania. Zarówno reklama, jak i nawet najnowszy serial, czy program rozrywkowy, kształtują w nas te pragnienia: "och, żeby wyglądać tak jak ona. Ach, żeby mieć taki samochód jak on". Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że pada ofiarą manipulacji. Ważne jest przecież, by uświadomić sobie, że w telewizji wszystko przedstawione jest w ładny i idealistyczny sposób. Wszystko jest profesjonalnie przygotowane, ukierunkowane na to, by wywoływać w nas określone emocje. Jest to największa siła, wpływająca na nasze poglądy i codzienne życie, na nasze pragnienia. Warto się więc zatrzymać i zastanowić jakie treści należy odfiltrować, potraktować z przymróżeniem oka, a jakie brać serio. Na poparcie moich tez, mogę przytoczyć między innymi; problem anoreksji wśród młodych kobiet, które chcą wyglądać jak modelki widziane w telewizji. Widać, jak wielki wpływ mają na nas środki masowego przekazu, szczególnie na młodych ludzi, których poglądy się dopiero kształtują a w dużej mierze, są wychowywani przez telewizję. Trzeba zwrócić uwagę na to, jak zminiła się rola mediów w przeciągu kilkunastu lat. Programy informacyjne, stały się opiniotwórczymi, bloki reklamowe stają się coraz dłuższe i częściej emitowane. Programy w których prezentowane są treści skłaniające do refleksji, poszerzające naszą wiedzę, czy kształtujące pozytywne wzorce, znikają, lub przesuwane są one na godziny nocne. Zamiast tego, stawia się na płytką i prostą w odbiorze rozrywkę, granie na prymtywnych emocjach i pragnieniach. Kreuje się model życia dostatniego, obfitego w luksusy, nieustanną konsumpcje, seks i przyjemności wynikające z bycia "wyzwolonym", przebojowym, pnącym się po szczeblach kariery człowiekiem. Nie było by nic w tym złego, gdyby nie zagubiła się w tym wszystkim postać Człowieka jako takiego. Nastąpiła pewna redefinicja szczęścia, nasze pragnienia są kształtowane na nowo, w taki sposób, by ktoś mógł osiągnąć z tego zysk. Wmawia się nam, że potrzebujemy czegoś, czego jeszcze nie mamy po to, żeby poczuć się bardziej fajnymi, lepszymi od innych. Wykorzystuje się nasze prymitywne instynkty, naszą też ludzką słabość, poczucie niespełnienia i stawia się poprzeczkę co raz wyżej, tak, żebyśmy ciągle chcieli nowych rzeczy, nowych bodźców, nowych rozrywek, nowych doznań. Tkwi tu ogromna pułapka, której mało kto chce, lub nawet ma możliwość się przeciwstawić. A skutki tego są bardzo smutne i bardzo poważne, bo zagrażają nam samym. Stajemy się często na własne życzenie niewolnikami, jesteśmy uzależnieni, choć tego nie widzimy. Wydaje nam się, że oto jesteśmy wolnymi ludźmi a bardzo rzadko czujemy, jak bardzo staliśmy się zniewoleni, jak nieustannie ktoś pociąga za sznurki, szarpie co rusz inną struną, tak, by wywołać określony efekt.
Nie w tym rzecz, by wyrzekać się i izolować od świata, ale by patrzeć krytycznie na zachowania innych, na treści, które ktoś nam narzuca, na które jesteśmy skazani. Z pewnością nie jest rozwiązaniem przyjęcie aspołecznej postawy, ale im więcej z nas zdało by sobie sprawę z tego, jak często nami próbuje się manipulować, im bardziej byli byśmy świadomi kierunku, w jakim obecnie to podąża, wtedy lepiej wychowamy swoje dzieci, będziemy potrafili piętnować głupotę, mieć własne zdanie, wtedy będziemy mogli czuć się wolnymi ludźmi.
Czytaj część drugą
|
|